Znowu mamy wielki post i znowu wraca pytanie: Jak pościć?

Bóg mówi do Izajasza: „Krzycz na całe gardło! Nie powstrzymuj się! Wznieś swe wołanie jak dźwięk rogu! Wyjaw Mojemu ludowi jego przestępstwa, domowi Jakuba jego grzechy! Szukają Mnie każdego dnia i pragną poznać Moje drogi, jak naród, który postępuje sprawiedliwie i nie zaniedbuje prawa swojego Boga. Proszą Mnie o sprawiedliwe wyroki, pragną bliskości Boga” (Iz 51, 1nn).

Jak wiemy to, co Bóg powiedział kiedyś, dzisiaj mówi do nas, jako że my też jesteśmy Jego ludem. Jeśli tak, to jak można rozumieć te przywołane powyżej kilka zdań? Zwyczajnie, my tak jak oni też przyznajemy się do wiary w Boga, odprawiamy nabożeństwa, uczestniczymy w wielkopostnych rekolekcjach, w gorzkich żalach, drogach krzyżowych, bywa w „ekstremalnych okolicznościach przyrody”, nie jemy kiełbasy, czekolady, nie pijemy nawet piwa, nie mówiąc o wódeczce, nie palimy papierosów, co samo w sobie jest rzeczą wielce pożyteczną. Jednym słowem uczciwie „pościmy, ale Ty, Boże, jakoś tego nie zauważasz? Umartwiamy się, a Ty tego nie uznajesz?”. Dlaczego?

Kto ma uszy do słuchania”, a nie od parady, wnet usłyszy Bożą odpowiedź, przysłaną przez proroka Izajasza:

Oto w dniu waszego postu załatwiacie swoje sprawy i ciemiężycie waszych robotników.  Pościcie wśród sporów i kłótni, i pośród uderzeń niegodziwej pięści. Nie pośćcie tak, jak teraz, aby wasze wołanie usłyszano na wysokościach! Czy taki jest post, który wybrałem?”. Czy te zarzuty, gorzkie słowa, również do nas się odnoszą, łatwo sprawdzić. Wystarczy postawić sobie, a nie innym, pytanie, co sprawia, że ludzie mnie nie rozumieją, źle traktują? Dopuśćmy do siebie inne pytanie: A może to ja sam jestem w jakimś stopniu sprawcą mojego nieszczęściu?  Boimy się takich pytań, gdyż one, jeśli się je poważnie potraktuje, strasznie komplikują nam życie. Zmuszają do ciężkiej roboty, do tego, co Paweł Apostoł nazywa nawróceniem, czyli zmianą myślenia: „Przemieniajcie się poprzez odnowę myślenia, aby rozeznać, jaka jest wola Boża, co szlachetne, co miłe, co doskonałe” (Rz 12, 2).

Nawet w konfesjonale najchętniej spowiadamy się z cudzych grzechów i uważamy, że samo opowiedzenie księdzu o naszych grzechach i odmówieniu dziesiątka różańca, sprawę z Bogiem i ludźmi załatwia.  Dlatego Izajasz w imieniu Boga pyta: „Czy tak wygląda dzień, w którym się człowiek umartwia? Pochylenie głowy jak trzcina i użycie za posłanie wora i popiołu – czy coś takiego nazwiesz postem i dniem przyjemnym dla PANA?”.

Odpowiedzią na tę Bożą uwagę nie może być tylko taka czy inna nabożna praktyka, czy nawet sporadyczny dobry uczynek. Jest nią styl naszego myślenia i postępowania przez całe życie, a nie tylko przez czterdzieści dni w roku. „Czyż nie taki jest post, który wybrałem: zdjąć kajdany nieprawości, rozwiązać więzy jarzma, puścić wolno uciskanych i wszelkie jarzmo połamać? Czy nie chodzi o to, by dzielić swój chleb z głodnym, wprowadzić do domu biednych, bezdomnych, zobaczyć nagiego i przyodziać, i nie odwracać się od swego krewnego?”.

Czyli prawdziwy post zaczyna się od wstania z klęczek, wyprostowania się i otwarcia oczu i uszu, duszy i ciała, serca i rozumu i wyjście do ludzi. Przecież wierzymy, że Bóg jest „wszędzie we wszystkim”, jak mówi Ignacy z Loyoli, i dlatego cokolwiek zrobimy dla kogokolwiek dobrego, ale i złego, zawsze robimy to Bogu. W chrześcijaństwie bowiem nie można Boga oddzielić od ludzi.

„Wtedy zawołasz i PAN odpowie, zawołasz o pomoc, a On powie: Oto jestem! Jeśli usuniesz spośród siebie ucisk, pokazywanie palcem i złośliwą mowę, jeśli ofiarujesz swój chleb głodnemu i nasycisz człowieka udręczonego, to twoje światło zabłyśnie w ciemnościach, a twoja ciemność będzie jak blask południa! PAN będzie cię stale prowadził, nawet w miejscach pustynnych nasyci twoją duszę i wzmocni twoje kości. Staniesz się jak nawodniony ogród i jak źródło, którego wody się nie wyczerpią. Prastare ruiny zostaną przez ciebie odbudowane, wzniesiesz fundamenty wielu pokoleń. Będziesz nazwany naprawiającym wyłomy, odnowicielem dróg – by można było tam zamieszkać. Jeśli powstrzymasz swe nogi w szabat i załatwianie swoich spraw w Mój święty dzień, jeśli nazwiesz szabat rozkoszą, święty dzień PANA – czcigodnym, jeśli go uszanujesz, nie podejmując podróży, nie wynajdując zajęć i nie omawiając spraw, to znajdziesz rozkosz w PANU. Ja powiodę cię po wyżynach kraju, będę cię żywił dziedzictwem Jakuba, twego ojca, – tak powiedziały usta PANA”

Ale przy czytaniu i medytowania nad tym wyjątkiem z Biblii, uwaga na pułapkę, sprytny wybieg, który często stosujemy. Żeby nie odnieść tych Bożych rad do siebie, chętnie odnosimy je do innych. To wszyscy wokół mnie postępują paskudnie, ale nie ja. Ja nie, nawet jeśli postępuję niewłaściwie to dlatego, że przecież jestem chory, stary, mam kompleksy, albo depresję, lub po prostu zrobiłem tak, bo nie wiedziałem, a poza tym to nasze społeczeństwo, te partie, ta inteligencja, ci księża i biskupi, te katoliki, e tam, lepiej nie mówić. Co się będę wysilał, i tak ode mnie nic nie zależy!

Tyle tylko, że to żadne tłumaczenie, przecież odpowiadamy nie tylko za to, co wiemy, ale i za to czego nie wiemy, a mogliśmy się dowiedzieć. Odpowiadamy nie tylko za to, co zrobiliśmy, ale i za to czegośmy nie zrobili, choć mogliśmy zrobić. Jeśli tak, to już na początku postu pomyślmy od czego by ten proces zmiany myślenia, a co za tym idzie, zmianę postępowania, zacząć, żeby nasz szabat, czyli niedziela, był „rozkoszą w Bogu? Z tym że chrześcijański szabat, to nie tylko niedziela, ale każdy dzień, każda chwila. Najwyraźniej jednak z tym radowaniem się z Bogiem i ludźmi mamy coraz większy kłopot, skoro coraz więcej jest nas w hipermarketach, a coraz mniej w kościelnych ławach. Wielki post jest dobrym czasem na poszukanie sposobu, jak z tego zakleszczenia siebie w sobie wyjść. Jak zburzyć ten mur, który własnoręcznie wokół siebie żeśmy zbudowali. Nie można „znaleźć rozkoszy w PANU”, jeśli nie znajduje się jej w ludziach.

Ojciec Wacław Oszajca SJ